Doi Inthanon, trekking szlakiem Kew Mai Pan i pożegnanie z Chiang Mai.
Dzisiejszy nocleg był naszym ostatnim w Chiag Mai. Wieczorem wyjeżdżamy nocnym autobusem do Bangkoku i potem dalej na Koh Chang. Póki co jednak musimy się szybko wyszykować bo o 7 rano jesteśmy umówieni na wycieczkę do parku narodowego Doi Inthanon, którą wybraliśmy wczoraj podczas spaceru.
Mocno sfrustrowany i zestresowany przewodnik pojawił się w naszym hostelu chwilę przed czasem. Reprymenduje nas, że nie jesteśmy gotowi, a my nie mamy z kim zostawić bagażu. Niestety, w hostelu nie ma nikogo, kto otworzyłby przechowalnię, mimo, że miała być otwarta od 7 rano. W końcu nasze plecaki lądują w składziku pani sprzątającej za co jesteśmy jej niezmiernie wdzięczni. Pan przewodnik, dalej zdenerwowany, zabiera nas do samochodu. Tak jak przed poprzednią wycieczką zbieramy po drodze resztę uczestników i wyruszamy w kierunku parku.
Gdy wyjeżdżamy poza miasto przewodnikowi wreszcie poprawia się trochę humor. Przedstawia się i próbuje opowiedzieć trochę o tym co zobaczymy. Niestety, jego angielski jest fatalny i niewiele rozumiem. Wyszukuję w internecie to co mnie interesuje.
Zwiedzanie zaczynamy od dwóch królewskich chedi, leżących niemal pod szczytem Doi Inthanon, która jest najwyższą górą Tajlandii. Obie chedi są raczej nowoczesne, i dla mnie trochę mniej interesujące, jednak z ich tarasów rozciąga się ładna panorama na cały park.
![]() |
Doi Inthanonm, Chedi Królowej |
Kolejnym punktem programu jest wyczekiwany przeze mnie trekking szlakiem Kew Mai Pan. Nie jest to długa trasa - ma ok 3 km. Po drodze jest kilka przewyższeń, ale też wiele miejsc gdzie można odpocząć. Tabliczka przy wejściu na szlak informuje, że o 6 rano temperatura powietrza wynosiła tylko 3 stopnie. Teraz musi być cieplej bo zwykła bluza założona na podkoszulkę daje poczucie komfortu. Nastawiam się psychicznie na duży wysiłek, bo wiem, że będzie mi ciężko, ale droga okazuje się zaskakująco łatwa do pokonania.
Szlak rozpoczyna się w lesie mglistym i choć mgły tutaj prawie nie ma, to powietrze jest wilgotne a drzewa porastają gęste porosty. Mijamy potoki i niewielkie wodospady. Docieramy do szerokiej łąki porośniętej gęsto ziołami. Na horyzoncie widzimy białe chmury, które znajdują się poniżej nas.
![]() |
Doi Inthanon, Kew Mai Pan |
Idę spokojnie, mam czas rozejrzeć się, zanurzyć w otaczającej przyrodzie i zrobić kilka zdjęć. Niestety, przewodnik nie opowiada nam po drodze co widzimy a jedynie pogania gdy ktoś zostaje w tyle. Na szczęście mam w telefonie zdjęcia tablic informacyjnych, które stoją przed wejściem. Korzystam z nich, żeby lepiej zorientować się na szlaku.
![]() |
Doi Inthanon, Kew Mai Pan |
Mniej-więcej w połowie drogi docieramy do punktu widokowego. Jesteśmy ponad chmurami. W dole majaczą lasy, pola ryżowe i wioski. W końcu kierujemy się z powrotem w kierunku lasu, wchodzimy w chmury, które widzieliśmy z góry. W oddali znowu widać chedi królewskiej pary i wkrótce docieramy do punktu startowego. Po zaprawie sprzed kilku dni, ten krótki szlak mimo przewyższeń i zmieniającej się pogody okazuje się niewymagający.
Dalej nasza wycieczka kieruje się w stronę restauracji. Serwują nam dość prosty obiad, który znika ze stołu błyskawicznie i zaganiają z powrotem do minibusa.
Po obiedzie jedziemy do rodzinnej wioski naszego przewodnika Mae Klang Luang. Z drogi zjeżdżamy między pola ryżowe. Mamy mieć tam degustację herbaty jednak mnie o wiele bardziej interesuje architektura i przyroda wioski. Proszę więc żeby wysadzono mnie wcześniej a na degustację dojdę sama. Przewodnik niezbyt chętnie się zgadza. Dzięki temu mogę spokojnie przejść się między żółtymi polami ryżu, który o tej porze roku jest już praktycznie zebrany.
Obejrzałam wszystko co mnie interesowało i idę w górę drogi do kawiarni, aby dołączyć do reszty grupy. Przewodnik nie pogania nas tutaj tak bardzo. Być może liczy, że robimy duże zakupy. Ja sama decyduję się na herbatę z kwiatów klitorii. Żeby lepiej zrozumieć genezę nazwy tej rośliny, trzeba by się przyjrzeć jej kwiatkowi. Poza oryginalną nazwą i kolorem (jest niebieska), obniża ona poziom cukru we krwi. Wyjeżdżam z wioski z lekkim żalem, że nie mogliśmy spędzić w niej więcej czasu.
![]() |
Wioska Mae Klang Luang |
Ostatnim punktem programu jest krótki postój przy 80-metrowym majestatycznym wodospadzie Wachirathan.
![]() |
Wodospad Wachirathan |
Powrót do Chiang Mai zajmuje sporo czasu, i znowu wraca nerwowa atmosfera. Nasz autobus jest dopiero o 20-tej, więc powinniśmy spokojnie zdążyć i nawet ogarnąć jakąś podstawową toaletę. Udaje nam się to bez problemu.
Komentarze